Fogarasze – niedostępna grań i „Arizona Dream”

Piatra Craiului i Wąwóz Zărneşti
27 czerwca, 2021
Fogarasze – upadek w czas
22 czerwca, 2021

Jak to było z tym Syzyfem? Wtaczał kmień na górę (za karę), a przed samym szczytem kamień mu się wymykał i spadał na sam dół. I Syzyf znowu i znowu, i znowu. Coś takiego fundują mi Fogarasze.Grań jest w tej chwili niemal zupełnie niedostępna. Wszędzie zalega śnieg i lód. Nawet Transfogaraską mają zamiar otworzyć dopiero 1 lipca, bo leży na niej 5 metrów śniegu. Nie ma zmiłuj.

Z Lotrului czerwonym szlakiem doszłam do Przełęczy Surul, gdzie zmieżdżyła mnie nielicha ulewa, więc z wysokości 2113 m n.p.m. zeszłam do schroniska na wysokość 1660. Nie dość, że sucho i ciepło, to jeszcze wesoła gromada - gospodarz, trójka Czechów oraz Agnieszka i Paweł z Gdańska. Plus dwa koty.

Następnego dnia wdrapałam się bólem na Surul (2281 m n.p.m.) i próbowałam znaleźć drogę ponad zasypanym szlakiem. Wtedy nadszedł Piotr i ruszyliśmy dalej. Po trudnej wspinaczce w warunkach całkiem zimowych stanęliśmy w miejscu: - Patrz, jaki szmaragdowy lód. - I szczeliny jak na lodowcu. A to było Jezioro Avrig. Piękne.

Dotarliśmy do schronu za górą Scara, omijając płaty śniegu, czyli schodząc i podchodząc (masakra). Ja spałam w mocno sfatygowanym schronie, Piotr rozbił się namiotem. Rano nadeszli Owi, Daniel i Dan. Też chcieli zdobywać Negoiu (2535). No to poszliśmy. Oni byli dużo szybsi.

Turnia między Şerbotą (2331) a Negoiu jest dużo gorsza od Tatrzańskiej Orlej Perci. Łańcuchy, raczej z rzadka i tylko przy gładkich pionach. To była wyczerpująca trzygodzinna wspinaczka - pracowały wszystkie mięśnie, głowa, błędnik. A najgorsze jest to, że przed samym szczytem czekali nasi rumuńscy koledzy, żeby oświadczyć, że nie da rady dojść na szczyt, bo zalega lód i czpay śnieżne. Ale porażka.

Zdecydowaliśmy się schodzić czerwonym szlakiem po południowej stronie, który w górnych partiach był przykryty śniegiem. Oni szli pierwsi i zaznaczali nam drogę. Dogoniliśmy ich przed naprawdę ryzykownym miejscem. Nie było jednak wyjścia - zsunęliśmy się po wysokiej śliskiej skale i poszliśmy po śniegu. Po drugiej stronie Owi po prostu wyciągnął piwo, a Dan wino. Wypiliśmy.

Dolina, do której zeszliśmy była olśniewająca - wodospady, potoki, soczysta zieleń, niedźwiedź...

No właśnie. Wylazł niedźwiedź. Ale zanim zdążyłam chwycić za aparat, wygwizdali mi go i schował się zawstydzony. Powiedziałam chłopakom, że następnym razem najpierw zdjęcie, potem gwizdanie.

I gdy myślałam, że dzisiejsza ciężka wędrówka już się kończy, dostałam strzał - panowie wymyślili, że na koniec przez gęsty las - ostro pod górę - dojdziemy sobie prawie do Transfogaraskiej. I zanocujemy u pasterzy. Nie, no spoko. Myślałam, że ducha wyzionę. I nie sądziłam, że tak się ucieszę na zgraję ujadających psów pasterskich.

Doszliśmy w ostatniej chwili - lunęło. Gospodyni przygotowała nam gorącą mamałygę i ser w smaku podobny do fety - leżakujący rok, pyszny. Pasterze udostępnili nam stajnię dla osłów. No comments.

Ten 34-letni pasterz jest szczęściarzem - ma 900 owiec i przepiękną 17-letnią żonę. Nie zgodził się na zdjęcie. Za to następnego dnia przegotowali dla mnie w ogrzanej ogniskiem izbie łazienkę - dostałam wannę i wiadro wody - luksus.

Zeszliśmy z chłopakami do Transfogaraskiej przy Monastyrze Św. Proroka Iliu. Tunasze drogi się rozeszły, choć mam nadzieję, że nie na długo. Oni pojechali w dół do domu, do Braszowa, a my poszliśmy do góry. Jesteśmy pod Arkadiusz Mic (2459) i wszyscy napotkani mówią, że przejścia nie ma - kamień znowu spadnie.

Tymczasem - jest bosko.

Do schronu przyszedł chłopak - pasjonat zdjęć. Poprosiłam go, żeby dronem obejrzał moją trasę. Film, który mimo mgły, udało się nagrać, pozbawił imne wszelkich złudzeń. Bez raków, czekana, pełnej asekuracji nie da się przejść. Grań jest naprawdę indeostępna.

Z ciężkim sercem zdecydowałam o obejściu pasma dołem. Tu niestety nie ma żadnych szlaków w poprzek, poszczególne boczne granie opadają bardzo stromo, tworząc wąskie i wieolkilometrowe doliny.

Więcej możliwości stwarzała Północna strona gór, więc wypadało przedrzeć się przez zamkniętą Transfogaraską i podnóżem, od wioski do wioski, dotrzeć do szlaku na górę Ludişor (2032 m n.p.m.). Zajęło to w sumie półtorej doby. Stamtąd już bez problemów można już było przejść granią do końca Fogaraszy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *