Góry Tulişa – w dobrych rękach dobrych ludzi

Grupa Paringu spowita gęstą mgłą
21 czerwca, 2021
Retezat – o tym, jak zasiedliłam łąkę niedźwiedziowi
14 czerwca, 2021

Przedziwne jest uczucie, gdy całą noc słyszysz potok, lecz nie możesz do niego podejść. Gdy siąpi na ciebie deszcz, lecz to za mało, żeby się nim napić. Gdy radośnie znajdujesz źródło, ale pływa w nim olbrzymi ropuszy skrzek. A śnieg też już się skończył. Tak było w Górach Tulişa. Wbrew temu, co nam się wydaje, co krzyczy nasz mózg ("umierasz, umierasz!"), nic się nie dzieje. Przeszłam z 10 godzin bez wody. Nie jadłam też, żeby nie wzmóc pragnienia.

Góry Tulişa do pewnego momentu wyglądały jak najeżone kamieniami. Potem nastąpiło długie zejście przez las, które mogłoby być przyjemne, gdyby nie to, że przez ten las przeszedł jakiś niedawny armagedon i wszędzie leżały połamane drzewa. I gdy już myślałam, że zmierzam do końca, wyrosła góra. I znów zaczęło się podchodzenie. I zaczęło na domiar złego padać. Miałam wrażenie, że idę bez końca, aż wreszcie nastąpiło rozejście szlaków. Powinnam zgodnie z planem pójść czerwonym, ale zaczęłam schodzić żółtym. Za Curmătura Tulișa.

Gdy zobaczyłam ten dom i człowieka, który szedł otworzyć mi bramę, rozpłakałam się. Za mną Góry Czerny, Masyw Godeanu, Retezat i Góry Vulcanu. A ostatnia doba wyjątkowo ciężka. Z rodziną zostałam na noc. Zaopiekowali się mną. Dostałam jedzenie, wodę, kawę, koc na ramiona. Spałam w łóżku z babcią, a dziadek ułożył się na podłodze. Z młodziutką Adeliną rozmawiałyśmy po angielsku i ona była naszą tłumaczką. Babcia i dziadek poszli w góry paść owce, mając po 16 lat, więc od 50 lat są małżeństwem. Kochającym się i szanującym najpiękniej i najprościej na świecie.

Jest 23.34. Normalnie bym spała, ale patrzę jak robi się najlepszy bundz na świecie. Rodzina rumuńskich pasterzy jeszcze nie śpi, robi sery. Jutro zaczną od 4 rano - dojeniem 400 owiec. Trzy razy dziennie siedem dni w tygodniu. Myślę przy tym, że nasze życie jest bardzo wygodne, skomplikowane i jednak mniej szczęśliwe.

Największym problemem jest tu woda. Niby wszędzie jest, ale trzeba przynosić imagazynować, a to jest duży wysiłek. Więc wszyscy szanują.

Następnego dnia Bogdan z Adeliną zabrali mnie quadem, żebym obejrzała jaskinie niedźwiedzi.

- Adelina, my house is Your house, forever.

A potem wróciłam na szlak, lądując w Petroszanach.

- Nie ma się czego bać, choć czasem to wygląda ajk 30 lat temu w Polsce - powiedział mi Paweł Borówka, jeden z członków grup dyskusyjnych, gdy paytłam, jak tu jest.

Myślę o tej rozmowie, gdy patrzę na Petroszany. Od XIX w. wydobywano tu węgiel kamienny, obecnie miasto z socrealistycznymi osiedlami jest wyludnione i o dużym bezrobociu. Jest skromnie, biednie. Czuję sympatię.

Michal Medek - Dziękuję za poprawkę geograficzną (wcześniej napisałam błędnie, że to góry Vulcan, a one są bardziej na południe).
Thank you for the geographic correction (I wrote earlier incorrectly that these are the Vulcan mountains, and they are further south).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *