Pan T.

Góry Izerskie po czeskiej stronie mocy
19 stycznia, 2020
Mało śniegu w Górach Stołowych w styczniową niedzielę
5 stycznia, 2020

Ten film to rarytasik dla odbiorcy oczytanego i mającego pojęcie o współczesnej historii Polski, konkretniej tej z 1954 r.

Czarno-biały (podobnie jak "Zimna wojna"), nawiązuje do stylistyki epoki socrealizmu, przepięknie pokazuje sztuczność i schematyzm ówczesnego życia sfer intelektualnych zaangażowanych we wspieranie idei komunistycznych oraz biedę i upokorzenie intelektualistów, którzy wyrazili sprzeciw.
Ha! Oskar dla Leszka Balcerowicza w roli filozofa zatrudnionego w fabryce zabawek do czynności niewymagających intelektu.
Z lekkością i finezją, bez zbędnego przeładowania reżyser spiął takie wątki jak cenzorzy w wydawnictwach, pracownicy UB i ich metody, donosicieli, podpisywanie lojalek i podsuwanych zeznań, czarny rynek z imperialistycznymi wiktuałami i nielegalna inicjatywa prywatna. Brawo za to spektrum. Plus za nienachalny element surrealizmu spod znaku Davida Lyncha.
Z satysfakcją po pierwszych scenach odgadłam, który z pisarzy kryje się pod pseudonimem "Pan T.", bo też znam i bardzo cenię jego twórczość. Dopiero później poczytałam recenzje krytyków filmowych, którzy od razu wyłożyli karty na stół. Kto ukrywa się pod postacią Filaka też wiem i zdecydowanie nie był on beztalenciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *