Wypad w Rychlebskié hory w Czechach

Gerlach
29 czerwca, 2019
Drakula
10 czerwca, 2019

Z każdej zwyczajności - dobrej, złej albo nijakiej - można wyczarować chwilę absolutnie dobrą. Dziękuję za tę iskrę szaleństwa, która czyni mnie zdolną do tej magii.

Plecaki zabrałyśmy w piątek do pracy i ok. 16.00 wyskoczyłyśmy z eleganckich sukienek, ubierając się adekwatnie do zamiarów. Pojechałyśmy w moje ulubione Góry Bialskie, na Czernicę (1083 m n.p.m.). Było dość mokro po niedawnej burzy, więc na rozpalenie ogniska nie miałyśmy żadnych szans. Legowisko przygotowałyśmy sobie na wieży - kawa, kolacja, Soplica... i "Hobbit" Tolkiena czytany na głos. Przyroda ucichła i wraz z Agnieszka słuchały wszystkie ptaki. A wschód słońca był jak przeważnie - cudny.

Z naszej nocnej miejscówki miałyśmy blisko w Góry Złote, czyli w Rychlebské hory po czeskiej stronie. Auto zostawiłyśmy w miejscowości Černá Voda, skąd ruszyłyśmy zielonym szlakiem/ Przeszłyśmy przez Zřícenina hradu Kaltenštejn (423 m n.p.m.), Ripperův kámen, Sokolí Vrch (967 m n.p.m.), Medvědí kámen (907 m n.p.m.), aż do Jaskini Na Pomezi.

Zwiedziłyśmy tę jaskinię. Odkryto ją dopiero w 1949 r., choć fragmenty były znane od 1936 r., jej korytarze liczą ok. 1700 metrówch, lecz zwiedzającym udostępniono trasę o długości 390 m. To jest "żywa jaskinia", procesy rozpuszczania marmuru ciągle się tu odbywają, tworząc powoli wspaniałe stalaktyty, stalagmity i stalagnaty oraz podziemne jeziorka.

Krajową 60. dostałyśmy się do wsi Vápenná, a stamtąd ruszyłyśmy "na szagę", totalnie poza szlakiem z powrotem do Černá Voda, odkrywając świetną miejscówkę na kąpiel.

W sumie ok. 30 km. Zapowiadali burze, ale cały dzień szłyśmy w pięknym słońcu, armagedon rozpętał się w chwili, gdy wsiadłyśmy do auta. To był bardzo udany dzień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *