parallax background

Kiedy byłem dziełem sztuki

Ulisses z Bagdadu
4 lipca, 2017
Fonsito i księżyc
9 listopada, 2015

Człowieczeństwa nie da się z człowieka wyeliminować - o tym jest ta powieść. "Skoro mnie pan oskarża, znaczy, że jestem człowiekiem. Jeśli mnie wpakują do więzienia, to znaczy, że jestem człowiekiem. jeśli stanę się winny, znaczy, że jestem człowiekiem. Proszę bardzo (...)" - mówi bohater do kustosza. Ale zanim to mówi, wiele się wydarza.

Chciał się zabić, bo uważał się za nic, za człowieka bez właściwości. Ostatecznie oddał się w ręce artysty, który - przy pomocy chirurga - zmienił go w... dzieło sztuki. Czyli zmodyfikował jego ciało. Bohater został poinformowany, co się z nim stanie, na wszystko wyraził zgodę (tak bardzo niepogodzony był ze sobą). Upoił się zainteresowaniem, które wzbudził (tak bardzo brakowało mu go wcześniej). Tylko ze później doszły do głosu takie rzeczy, z których siły człowiek często nie zdaje sobie sprawy: 1) wola, 2) myślenie, 3) uczucia, 4) świadomość. W każdym razie dzieło sztuki zaczęło sprawiać swojemu twórcy sporo różnych problemów.
Przy okazji jest to książka o tym, ze wielkim artysta niekoniecznie jest ten, który robi najwięcej hałasu. I o tym, że bez względu na nasze umiłowanie indywidualizmu, człowiek nie jest w stanie żyć bez bliskości drugiego człowieka, rozpaczliwie szukamy akceptacji, wsparcia, miłości, bez nich nie istniejemy.
Kolejna książka Schmitta mnie nie zawiodła, począwszy od jej pierwszego genialnego zdania: "Wszystkie moje samobójstwa były nieudane". Jedyne, co mnie nie przekonuje, to optymizm tam, gdzie nie powinno go być; dobre zakończenia w historiach, w których wszystko się sprzysięga przeciw; miłość w prawdziwym piekle. W tym myśleniu Schmitt jest konsekwentnie nieustępliwy - może właśnie dlatego tak go lubię? Z nadzieją, że zarazi mnie tą chorobą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *