parallax background

Rondo de Gaull’a

Życie towarzyskie i uczuciowe
19 marca, 2018
#upał
9 stycznia, 2018

To jest znakomity zbiór esejów o Afryce. Stanisławska odważnie włóczy się po Czarnym Lądzie, aż w końcu jeden z celników mówi do niej - "Madame lubi potworność". Ona zaś pokornie wie, że poznając i opisując Afrykę, podąża w kierunku osobistego jądra ciemności.

"- Za dwadzieścia lat nie będzie nomadów - opowiada Stanisławskiej Alhamdou, młody prawnik w Mali, jeden z niezliczonych nowych znajomych. - Klimat się zmienia. Zmieniają się ludzkie potrzeby. Szkoła nie może przecież wędrować za nami, ani szpital. Trzeba się będzie osiedlić" [s.75].
Reporterka widzi to apokaliptycznie: "Chodząc z miejsca na miejsce za deszczem - kto wie, gdzie spadnie w tym roku i kiedy - koczownicy z Sahelu potrafili wyżywić stada dużo większe niż najlepsi hodowcy na ranczach w Australii. Cóż z tego - nomadyzm odchodzi w przeszłość, historia opowiada się po stronie osiadłych. Czyż nie o tym mówi, po części, opowieść o Kainie i Ablu? W łonie rodzaju ludzkiego rolnik zabił pasterza" [s. 76].
Autorka odnotowuje swoje wrażenia, ale częściej zamieszcza fragmenty rozmów - pokazujących dobitnie afrykański świat wartości i hierarchię tego, co ważne. Ma doskonałe wyczucie: "- Naucz mnie czegoś w swoim języku - prosił Inta Amadou. - A czego? - >>Chcę pić, daj mi wody<
Ta książka pokazuje - wyrywkowo oczywiście - że my w Europie ciągle niewiele wiemy nie tylko o tym, co się dzieje w Afryce (poza zdawkowymi informacjami o głodzie, Adis, zapleczem turystycznym i polowaniami na Słonie, a przez chwilę "Afrykańską wiosną"). Nie wiemy natomiast, jaki jest udział Europy i Ameryki w nieustannych wojnach między państwami afrykańskimi i że w żadnym wypadku nie są to plemienne zatargi: "-Wiesz, Francja jest republiką - Thierry rozkłada ręce. - Republika to polifonia. Nie mówi jednym głosem. Mogli się znaleźć ludzie, którzy uważali, że trzeba wspomagać białych w RPA" [s. 265] - To o Angoli, która była jednym z najstraszliwszych poligonów zimnej wojny - oficjalnie Francja potępiała apartheid i nie utrzymywała stosunków z RPA, ale nieoficjalnie lewicowy rząd Angoli zagrażał francuskim interesom gospodarczym.
"Od dziesiątków lat Francja zbroi dyktatorów i generałów, którzy zwracają swoje karabiny przeciw demokracji... - mówi z goryczą francuski deputowany Noel Mamere. Afryka musi pozostać sejfem dla naszych przedsiębiorstw, źródłem finansowania naszych rozgrywek politycznych, śmietnikiem dla naszych odpadków, terenem polowań i rozrywki dla naszych przywódców, poligonem dla naszej armii, zapleczem dla naszych mafiosów" [s.280].
Po co nam ta gorzka książka o Afryce? Ano po to, żebyśmy mogli rozważyć opór przeciwko złu, i po to, żebyśmy się czasem zastanowili, czyim poligonem my jesteśmy, czyja polityka i interes kryją się za szumnymi hasłami podżegającymi w posty sposób do zmian, których może byśmy nie chcieli przy odrobinie zdrowego rozsądku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *